PL / EN

Własna strona internetowa to zapewne jakaś forma ekshibicjonizmu. Cóż, chodząc w postawie dwunożnej od milionów lat, wciąż niebezpiecznie eksponujemy serce i genitalia. Jeśli homo erectusa uznać za początek ekshibicjonizmu, to jego kontynuacją stał się zapewne rozwój mowy, pisma, następnie zaś nauki i techniki, co w rezultacie stworzyło wszechogarniające mass media. Relacje na żywo z najdalszych zakątków globu, reality shows czy wywiady, w których bez skrępowania zadaje się wszystkie pytania, przyzwyczaiły nas do tego, że ludzkość powoli staje się odarta z wszelkich tajemnic – na oczach milionów widzów. Dusza i fizjologia podane na tacy. Komunikacja stała się stylem życia, modą, obsesją.

Czy więc wypada oskarżać o skłonność do obnażania się każdego, kto cierpi na przypadłość kompulsywnego pisania, zwaną logofilią? Jakie to niewinne w porównaniu z publicznym otwieraniem się całego świata! Zresztą niebawem papierowe książki i gazety i tak odejdą w niebyt, przeniosą się w świat elektroniki. Wszystko, czego człowiek będzie potrzebował, za kilkadziesiąt lat zmieści się zapewne w chipie wszczepionym w jego głowę czy kciuk albo w minimózgu umieszczonym w bransoletce. Wystarczy zsynchronizować zasięg multimedialnych bransoletek, dotknąć się nadgarstkami… Wszyscy będą wiedzieć wszystko o wszystkich. Jedna wspólna wiedza, bez tajemnic i bez ciekawości.

A to drugie natręctwo, którego nazwy nie znam, a które polega na uprawianiu fotoreportażu dokumentującego ważniejsze momenty własnego życia, na utrwalaniu chwili? Gdyby każdy spisał spostrzeżenia i dylematy swojego życia, dekorując je bogato filmami i fotografiami, internet pękłby od milionów takich stron. I nikt by ich nie czytał. Mam nadzieję, że wyprzedzam wizję takiego śmietnika i że nie jestem „każdym”.

Ta strona powstała jako substytut spotkania ze mną: wspólnego ślęczenia nad albumami pełnymi zdjęć, snucia opowieści, których nikt uważnie nie słucha, gdyż słowa są ulotne, a tło rozprasza. Wchodząc na stronę, można zatrzymać się w ciszy. Skupić się. Nikt nie przerywa. Jest czas, by się wczytać, wpatrzeć. Czynność można powtórzyć, albo przeciwnie: kliknąć w krzyżyk i w sekundę zamknąć obrazy. I na tę stronę już nigdy nie wrócić. To przewaga zaprogramowanej strony nad spotkaniem przy piwie.

Idea stworzenia własnego gniazdka w internecie wyrosła z przekonania, że wy mnie jeszcze nie znacie. Wcale – i od pół wieku. Powierzchowne omiatanie wzrokiem, pośpieszne uśmiechy, dowcipy rzucane dla pokrycia rozpaczy. Spotkania, podczas których dużo się mówi, by niewiele potem pamiętać. Stereotypy codziennego mijania się, ze zdawkowym: „co u ciebie?”. To spłycenie relacji, alienacja, dehumanizacja. Sprowadzamy się do poziomu trotuaru, na którym spotkają się nasze buty, nigdy myśli i emocje. Szczelnie zamknięci w sobie, obwarowani, jakbyśmy odpierali oblężenie wroga.

Uff, więc otworzyłem się. Co mnie czeka w zamian?
 

Już w sprzedaży » Recenzje i opinie « W sprzedaży » Recenzje i opinie « W sprzedaży » Recenzje i opinie «